Stanisław Chrzanowski

Wspomnienie o moim ojcu Stanisławie Aleksandrze Nowina de Chrzanowskim

 

            Inż. Stanisław Aleksander Nowina de Chrzanowski ur. 21 lutego 1883 r. w Przemyślu, zm. 12 listopada 1942 r. w Jarosławiu, pochodził z rodziny zasłużonej w walkach o niepodległość kraju, sam również uczestniczył w obronie Przemyśla w 1918 r., a w czasie pokoju powierzono mu stanowiska istotne dla rozwoju miasta. W czasie okupacji niemieckiej podczas II wojny światowej był oficerem wywiadu wojskowego Armii Krajowej.

            Był synem Jana Ferdynanda Nowiny de Chrzanowskiego (ur. w Pstrągowej k. Czudca) – uczestnika powstania styczniowego 1863 r., który po jego upadku został, wraz z bratem Władysławem, skazany na 8 lat katorgi w Twierdzy Kaukaskiej. Obaj bracia, ojciec i stryj Stanisława Aleksandra Chrzanowskiego, wychowali się jako sieroty po Stanisławie Nowina de Chrzanowskim i Mariannie de Jeżeski, którzy zostali zamordowani podczas rabacji chłopskiej w 1846 r. Byli oni w Pstrągowej właścicielami dworu i ziemi (Szudrawszczyzna), w skład której wchodziła wieś Szkodna, ziemia sędziszowska z Czarną Sędziszowską, stawy rybne, młyn i lasy.

            Cały majątek odebrały władze austriackie jako karę za uczestnictwo w powstaniu. W 1938 r., po kilku latach starań, Sąd w Przemyślu zwrócił wprawdzie majątek spadkobiercom (na mocy dekretu prezydenta Ignacego Mościckiego), lecz wybuch II wojny światowej oddalił przejęcie własności. Po wojnie, z racji ustalenia się porządku socjalistycznego, powrót na ojcowiznę synów i wnuków został całkowicie zniweczony.

            Stanisław Aleksander, późniejszy inżynier-wynalazca, dorastał wraz z braćmi Łukaszem i Eugeniuszem oraz siostrą Olgą. Od najwcześniejszych lat przejawiał wybitne zdolności techniczne. Miał wiele pomysłów, przerastając pod tym względem swoich rówieśników. Uczył się bardzo dobrze. Był wszechstronnie utalentowany. Grał pięknie koncertowo na cytrze i skrzypcach. Biegle władał językami niemieckim, francuskim i angielskim. W stosunku do ludzi był wymagający, oczekiwał szczerości i sumienności. Po ukończeniu Gimnazjum im. J. Słowackiego wyjechał do Monachium, aby tam podjąć dalszą naukę w Wyższej Szkole Technicznej. Po ukończeniu tej szkoły, powrócił do rodzinnego Przemyśla, gdzie poświęcił się pracy nad wynalazkami. W 1909 r. „Kurier Polski” zamieścił na łamach swego pisma artykuł pt. „Pomysłowy wynalazca Stanisław Chrzanowski z Przemyśla”, w którym opisano historię jego dokonań oraz rozczarowanie niedotrzymaniem obietnic sfinansowania wynalazku przez możnych protektorów. Jednak niezrażony doznanym zawodem, Stanisław Chrzanowski, z wytrwałością godną podziwu, pracował nad realizacją innych pomysłów, których sporo kłębiło się mu w głowie.

            I tak wynalazł aparat umożliwiający widzenie nocą, aparat do wzierania w ziemię umożliwiający zbadanie jej zawartości, a następnie telefonograf, tj. aparat do widzenia na odległość, przewyższający dotychczasowe tego rodzaju urządzenia we wszystkich szczegółach. Nad budową tego aparatu pracował wynalazca w swoim prywatnym zakładzie.

            Kiedy wybuchła I wojna światowa, został powołany do wojska austriackiego w stopniu kapitana łączności. Po wojnie, w 1918 r., przyjął pracę w Miejskiej Elektrowni w Przemyślu na stanowisku dyrektora. Po pewnym czasie, zapoznany jako człowiek z ogromną energią, otrzymał funkcję Inspektora Sieci, aby nadzorować elektryfikację Przemyśla oraz nowo budowanego kościoła OO. Salezjanów na Zasaniu. Przy tym zajęciu znalazł możliwość pewnego udoskonalenia, a mianowicie dla drutów elektrycznych przeciąganych przez ramiona drewnianej obudowy, skonstruował bezpieczniejsze i trwalsze metalowe koło, na którym znajdują się porcelanowe kule. Do dziś jedno z tych kół używane jest w Przemyślu na rogu kamienicy Rynku i ul. Franciszkańskiej. Sądzę, że na wielu innych obiektach też pozostały pamiątki po Ojcu.

            Obok pracy zawodowej, kontynuował doświadczenia nad swoimi projektami, przeznaczając na to czas z życia prywatnego. W 1919 r., kiedy prowadził elektryfikację ul. M. Borelowskiego, poznał piękną pannę Kazimierę Julię Fleszarównę, absolwentkę Seminarium Nauczycielskiego.

            Ojciec mój był szczęśliwy w małżeństwie, szczęśliwe chwile z rodziną dzielił z pracą nad wynalazkami. W 1913 r. wydał i szkicami zilustrował książeczkę, w której opisał dotychczasowe osiągnięcia techniczne związane z telefonem świetlnym i fotografią elektryczną, a także pokrótce objaśnił działanie własnego wynalazku, który nazwał „telefotoskopem” (Telefotograf i telefotoskop, Przemyśl 1913). Kolejne doświadczenia nad aparatem przyniosły zadowalający wynik już w latach dwudziestych, a w pierwszych latach trzydziestych osiągnął w pełni satysfakcjonujący efekt, mianowicie obraz wizji kablowej. Brak funduszy nie pozwolił mu na wysokie opłaty patentowe, więc zaniechał zarejestrowania wyników doświadczeń. W tym czasie pracował również nad silnikiem odrzutowym do samolotu. Z końcem 1938 r. miał gotowy po próbach silnik, aby go opatentować. Wszystkie formalności były załatwione, lecz zbliżająca się groźba II wojny światowej wstrzymała Stanisława Chrzanowskiego od złożenia projektu w Biurze Patentowym. W latach trzydziestych został przyjęty przez Prezydenta RP Ignacego Mościckiego, który był zainteresowany wynalazkiem Ojca. Jednak Polska była zbyt biedna, ponieważ dopiero podnosiła się po okresie zaborów i projekt nie doczekał się realizacji. Wobec zbliżającej się wojny, autor wynalazku zdecydował się na rozebranie prototypu silnika i jego ukrycie.

            Nie doczekał końca wojny. Jego plany i wizje przecięła nagła śmierć zadana przez Niemców podczas wykonywania zadania w ramach służby w AK. W tym czasie pełnił funkcję dyrektora Elektrowni Miejskiej w Jarosławiu.

            W dwa lata później, podczas nalotów bombowych zginęła moja matka, która przebywała wówczas w Szpitalu Miejskim w Jarosławiu.

Maria Kazimiera Nowina de Chrzanowska [Puls Przemyśla 2003, nr 3, s. 11]